
Ta sekcja miała wyglądać zupełnie inaczej. Miałam gotowy, piękny opis swojej osoby, wszystkiego, co mnie spotkało, i całej masy szczegółów, które nikogo nie obchodzą. Skasowałam go. Zostało to, co prawdziwe.
Jestem rocznik 84, dziewczyna wychowana w latach 90. W praktyce oznacza to lekko zaburzone postrzeganie samej siebie, przerost ambicji nad możliwościami, wbitą do głowy kulturę zapierdolu i wieczny niedosyt. Bo przecież zawsze trzeba więcej, mocniej i na bogato.
Wychowała mnie ulica, dzieciaki z bloku, „Bravo Girl” i podstawówka, w której wychowawca potrafił spuścić wpierdziel. Nikt nie dzwonił do kuratorium. Wszyscy uznawali, że to część programu nauczania.
Pisać chciałam od zawsze. Pierwszego bloga założyłam w 2000 roku i szyfrowałam na nim wiadomości do chłopaka, który mi się podobał. Później przeniosłam tę strategię na opisy w Gadu-Gadu. Jeśli dorastałaś w tamtych czasach, wiesz, że jedno zdanie i dobrze dobrana piosenka potrafiły zastąpić całą rozmowę. A czasem i cały związek.
Nie czytam literatury wysokiej i nie będę udawać, że jest inaczej. Kocham powieści obyczajowe, romanse i kryminały, i właśnie takie piszę. Mam za to dar wyłuskiwania szczegółów i opisywania ich tak, żebyś nie tylko zobaczyła daną scenę, ale też ją poczuła. Najlepiej gdzieś w okolicach żołądka.
Przez lata chowałam swoje książki do szuflady. Wciąż wydawało mi się, że mam za mało doświadczenia, za mało wiem i za mało przeżyłam.
Zeszły rok postanowił wyprowadzić mnie z błędu. Dość brutalnie.
Napisałam o nim książkę „Rok, który mnie nie zabił”. To pierwsza, którą pokażę światu, i zdecydowanie najbardziej osobista ze wszystkich, jakie napisałam. Myślę, że już zawsze pozostanie najważniejsza. Jest oparta na faktach, a ludzie, o których opowiadam, istnieją naprawdę.
Od ponad dwudziestu lat mieszkam w Wielkiej Brytanii z mężem, dziećmi i trzema psami. Kto tu rządzi, zależy od dnia, ale zwykle nie ja. Kilka miesięcy temu zrezygnowałam z pracy menedżerki. Teraz na pół etatu robię kawę, a resztę czasu poświęcam na pisanie.
Co tu znajdziesz? Teksty o życiu i o śmierci, bo jedno bez drugiego nie istnieje. O codzienności bez filtra, o rzeczach, o których wypada milczeć, i o tych, z których można się śmiać, nawet jeśli nie wypada. Poważnie, ale z przymrużeniem oka. Czasem z zamkniętymi oczami, bo inaczej się nie da.
Chcę zbudować z Wami miejsce, w którym możemy rozmawiać bez udawania, że zawsze wszystko mamy pod kontrolą. Bo nie mamy. I to jest w porządku.
I tyle na początek. Reszta wyjdzie z czasem.
