Schudłam ponad 30 kilogramów.
To jest ten rodzaj zdania, po którym ludzie zazwyczaj pytają: Jak?
I rozumiem. Sama kiedyś chciałabym znać odpowiedź. Najlepiej prostą. Trzy zasady, lista zakupów i informacja, ile tygodni trzeba poczekać na nowe ciało.
Tylko że dzisiaj, kiedy patrzę na zdjęcia sprzed kilkunastu miesięcy, kilogramy są chyba najmniej interesującą częścią tej historii.
Oczywiście fajnie jest kupić mniejszy rozmiar. Bardzo fajnie. Nie będę tutaj udawać oświeconej i mówić, że liczba na metce nie ma żadnego znaczenia. Ma. Szczególnie kiedy przez lata pierwszym kryterium podczas zakupów było: „Czy to na mnie wejdzie?” A dopiero później: „Czy mi się podoba?”.
Dzisiaj zakupy wyglądają inaczej. Ale jeszcze bardziej zmieniło się to, co robię poza przymierzalnią.
Zaczęłam biegać
Nadal trochę mnie to bawi. Ja. Biegam.
I nie mam na myśli desperackiego sprintu przez parking, bo właśnie zobaczyłam, że ktoś odjeżdża z moją paczką. Zakładam buty i wychodzę pobiegać z własnej woli. Kilka kilometrów. Czasem więcej.
Mam aplikację. Zegarek. Trasę. Tempo. Wszystkie te rzeczy, na które kiedyś patrzyłam u innych ludzi i zastanawiałam się, dlaczego po prostu nie pójdą na kawę.
A teraz przygotowuję się do półmaratonu.
Jeśli moja wersja sprzed kilku lat to czyta, chciałabym ją zapewnić: tak, też jestem zaskoczona.
Największą zmianą nie jest jednak bieganie
Tylko to, że zaczęłam ufać swojemu ciału.
Przez wiele lat patrzyłam na nie głównie przez pryzmat tego, jak wygląda. Za duże. Nie takie. Do schowania. Do poprawienia. Do ubrania w coś, co „wyszczupla”.
Dzisiaj coraz częściej patrzę na nie przez pryzmat tego, co potrafi.
Moje nogi potrafią przebiec dziesięć kilometrów. Potrafią wejść na górę. Potrafią następnego dnia boleć tak, że schody stają się osobistym wrogiem, ale to już szczegół.
To naprawdę zmienia perspektywę.
Nie stałam się nowym człowiekiem
To chyba warto zaznaczyć.
Schudnięcie nie naprawia życia. Nie budzisz się któregoś dnia w mniejszym rozmiarze i nagle wszystkie problemy znikają, skrzynka mailowa jest pusta, dzieci odkładają rzeczy na miejsce, a ty znasz odpowiedź na pytanie, co robisz ze swoim życiem.
Szkoda. Byłby to naprawdę dobry program odchudzający.
Nadal jestem tą samą osobą. Nadal odkładam rzeczy na później. Nadal czasem jem, bo coś jest dobre, a nie dlatego, że idealnie pasuje do mojego dziennego bilansu. Nadal mam dni, kiedy nie chce mi się ćwiczyć. I takie, kiedy patrzę w lustro i mój mózg najwyraźniej nie dostał jeszcze aktualizacji.
Bo ciało potrafi zmienić się szybciej niż sposób, w jaki je widzimy.
Jest jednak coś, czego wcześniej nie miałam
Poczucie, że mogę.
Brzmi podejrzanie motywacyjnie, wiem. Ale nie znalazłam lepszego określenia.
Kiedy pierwszy raz przebiegasz dystans, który wcześniej wydawał ci się absurdalny, zaczynasz trochę inaczej patrzeć na swoje własne „nie dam rady”. Nie tylko w sporcie.
Myślisz: skoro zrobiłam to, czego jeszcze niedawno byłam pewna, że nie potrafię, to co jeszcze błędnie uznałam za niemożliwe?
I chyba właśnie ta część całej zmiany podoba mi się najbardziej. Nie mniejsze ubrania. Nie zdjęcia „przed i po”. Nawet nie liczba na wadze.
Ciekawość.
Bo teraz chcę sprawdzić, co jeszcze potrafię
Chcę przebiec półmaraton. Chcę chodzić po górach. Chcę pisać książki. Chcę budować coś swojego. Chcę robić więcej rzeczy, przy których moja pierwsza reakcja brzmi: „Nie wiem, czy dam radę”.
Nie dlatego, że odnalazłam swoją najlepszą wersję. Nie wierzę chyba w najlepsze wersje siebie. Brzmią jak aktualizacja oprogramowania.
Gosia 2.0. Teraz szybsza, szczuplejsza i z ulepszonym zarządzaniem czasem.
Nie. Nadal mam sporo błędów systemowych.
Po prostu zaczęłam traktować swoje ciało trochę mniej jak projekt do naprawienia, a trochę bardziej jak coś, dzięki czemu mogę przeżyć naprawdę fajne rzeczy.
I gdybym miała wybrać jedną rzecz, którą dało mi te ponad 30 kilogramów mniej, nie byłby to konkretny rozmiar.
Byłoby nią to: przestałam zastanawiać się wyłącznie nad tym, jak wyglądam.
Coraz częściej zastanawiam się, dokąd jeszcze mogę dojść.
Albo dobiec.
Chociaż jeśli można dojść, nadal wybieram tę opcję.
